Teraz na antenie

undefined - undefined

Następnie

undefined - undefined

Ludomir Różycki

65. rocznica śmierci wybitnego młodopolskiego kompozytora Ludomira Różyckiego, która minęła 1 stycznia bieżącego roku, to doskonała okazja, by przypomnieć sylwetkę tego artysty, w pierwszej połowie XX wieku zaliczanego do najważniejszych postaci polskiej sceny muzycznej.

Ludomir Różycki, 1935 r. Foto: zbiór Narodowego Archiwum Cyfrowego

Ludomir Różycki urodził się 18 września 1884 roku w Warszawie jako syn wpływowego profesora klasy fortepianu Konserwatorium Warszawskiego i Anny z Mańkowskich. Różycki, najpierw student Zygmunta Noskowskiego w Warszawie, a od 1904 roku także Engelberta Humperdincka w Berlinie, od dziecka wykazywał zdecydowanie ponadprzeciętne zdolności muzyczne. Już w wieku siedemnastu lat napisał bardzo zgrabne i do dziś czasem grywane scherzo symfoniczne Stańczyk, inspirowane obrazem Jana Matejki. Od tego momentu Różycki, obok Mieczysława Karłowicza, Grzegorza Fitelberga, Eugeniusza Morawskiego czy Feliksa Nowowiejskiego miał stopniowo zyskiwać rangę wiodącego twórcy polskiej muzyki programowej. Po Stańczyku przyszła kolej na kilka innych dzieł tego typu – m.in. Bolesława Śmiałego według poematu Stanisława Wyspiańskiego, Anhellego według poematu Juliusza Słowackiego czy Monę Lisę Giocondę według epizodu z powieści Leonardo da Vinci Dymitra Mereżkowskiego.

W latach 1905-1912 Ludomir Różycki, razem z Karolem Szymanowskim, Grzegorzem Fitelbergiem i Apolinarym Szelutą, współtworzył grupę kompozytorską zwaną potocznie „Młodą Polską w muzyce”, która postawiła przed sobą ambitne zadanie wyprowadzenia rodzimej muzyki z „narodowego zaścianka”. Cel ten miał być realizowany w pierwszym rzędzie poprzez twórcze nawiązania do najbardziej wówczas aktualnych zjawisk muzycznej Europy, a w szczególności do dokonań dwóch wielkich Niemców – Ryszarda Wagnera i Ryszarda Straussa. Różycki jednak, w przeciwieństwie do Fitelberga, Szymanowskiego, a także Karłowicza, był w owym znacznie mniej krytycznie nastawiony do kwestii nawiązań do muzycznego folkloru oraz do samej idei polskiej muzyki narodowej. Kompozytor ten z nieco mniejszym talentem niż na niwie symfoniki uprawiał w owym czasie lirykę wokalną z fortepianem, pisząc przede wszystkim pieśni do słów Tadeusza Micińskiego, ale także Henryka Ibsena czy Cezarego Jellenty. Najwcześniej spośród młodopolskich twórców zaczął się również rozwijać jako twórca operowy: już w 1909 miała we Lwowie miejsce premiera jego pierwszej opery Bolesław Śmiały do libretta Aleksandra Bandrowskiego, inspirowanego przede wszystkim historyczną powieścią Boleszczyce Józefa Ignacego Kraszewskiego (a jedynie w minimalnym stopniu jednoimiennym dramatem Wyspiańskiego). Potem kompozytor miał jeszcze szczęście za życia obejrzeć inscenizacje aż pięciu kolejnych oper swego autorstwa. 

26 października 1912 Teatr Wielki w Warszawie zaprezentował prapremierowe przedstawienie opery Meduza Różyckiego do libretta Cezarego Jellenty. Całkowicie zmyślona historia Leonarda Da Vinci, który – za sprawą namalowanego obrazu mitycznej Meduzy o magicznych właściwościach – bezlitośnie zemścił się na swej do szpiku kości przesiąkniętej złem kochance Gasparze, spotkała się z bardzo dobrym przyjęciem publiczności. Różycki, stylistycznie zbliżający się wówczas do poetyki spod znaku Pucciniego, mógł mówić o wielkim sukcesie. Ale w 1912 roku spotkało go też bardzo znaczące wyróżnienie: po rozstrzygnięciu konkursu kompozytorskiego ogłoszonego z okazji 10. rocznicy oddania do użytku Filharmonii Warszawskiej, zwycięską partyturą w najbardziej prestiżowej kategorii dzieł orkiestrowych okazał się melancholijny poemat symfoniczny Król Kofetua, według poematu czeskiego symbolisty Juliusa Zeyera. Kofetua bez wątpienia należy do najciekawszych osiągnięć Różyckiego na polu muzyki symfonicznej.

Oba te poważne sukcesy z 1912 roku nie przesłoniły Różyckiemu świadomości, że na terenie zaboru rosyjskiego, gdzie szybko na niekorzyść zmieniała się koniunktura polityczna, poważnie uderzająca w sferę kultury (co skutkowało na przykład zamknięciem działalności Spółki Nakładowej Młodych Kompozytorów Polskich, stanowiącej wcześniej tubę propagandową młodopolskiej grupy), praktycznie zabrakło sensownych perspektyw dla dalszego rozwoju tak pięknie zapowiadającej się kariery. Dlatego Różycki podjął decyzję, by już na przełomie lutego i marca 1913 roku wraz z żoną i kilkuletnią córką na dłużej osiąść w dobrze sobie znanym jeszcze z czasów studiów u Humperdincka Berlinie. Wkrótce też, by zyskać nowe podniety twórcze, udał się w kilkumiesięczny wyjazd zagraniczny po Włoszech i Francji. Szczególnie owocny okazał się pobyt w Paryżu. Stolica Francji zainspirowała polskiego muzyka do zmierzenia się z formą kwintetu fortepianowego, który nad Sekwaną był popularny szczególnie od momentu docenienia przez krytykę Kwintetu fortepianowego (ok. 1879) Cesara Francka. Różycki, zawsze daleki od eksperymentowania za wszelką cenę, napisał Kwintet fortepianowy c-moll – bardzo spójny w swym dramatycznym wyrazie utwór, utrzymany przede wszystkim w poetyce późnego romantyzmu i pretendujący do miana jednego z arcydzieł polskiej kameralistyki.

W 1917 roku, jeszcze w niemieckim wówczas Wrocławiu, miała miejsce premiera opery Eros i Psyche, według libretta sporządzonego przez Jerzego Żuławskiego (ten wybitny dramaturg i powieściopisarz oparł je oczywiście na swojej, wówczas oszałamiająco popularnej, sztuce pod tym samym tytułem). Jest to historia duchowej wędrówki wygnanej z raju Psyche (reprezentantki dobra) i Blaksa (reprezentanta zła) przez kolejne okresy dziejów ludzkości. Różycki, w pięciu niezależnych obrazach, odmienia przez stylistyczne przypadki a to nawiązania do stylu Debussy’ego, a to do Pucciniego, Wagnera, Straussa, Schrekera czy Lehára, antycypując też o ponad dekadę styl George’a Gershwina z poematu symfonicznego Amerykanin w Paryżu (w obrazie drugim)! Eros i Psyche zrobił międzynarodową sceniczną karierę, jaka do naszych czasów nie stała się za życia udziałem żadnego innego z polskich kompozytorów. Po prapremierze w Wrocławiu kolej przyszła przecież na dziesięć następnych, prestiżowych inscenizacji tej opery: w Warszawie i Poznaniu (obie w 1918), Bremie, Mannheimie i Stuttgarcie (wszystkie w 1919), Osijeku i po raz drugi w Poznaniu (1923), Lublanie (1924), ponownie w Poznaniu (1934) i Sztokholmie (1936). I chociaż powojenna recepcja tego dzieła nie była już tak efektowna, bo ograniczyła się tylko do scen rodzimych, to i tak Erosa i Psyche Różyckiego należy zaliczyć do najpoważniejszych propozycji polskiego teatru operowego w całej jego dotychczasowej historii.


W II Rzeczypospolitej Ludomir Różycki jako kompozytor już specjalnie nie dbał o swój kompozytorski rozwój, zadowalając się tworzeniem, cieszących się na ogół wielkim powodzeniem, kolejnych partytur scenicznych, utrzymanych w stylu, jaki wypracował w latach wcześniejszych. Powstały więc wówczas takie dzieła, jak uważany niekiedy za polski balet narodowy Pan Twardowski (1920) oraz kolejne opery: zbliżający się do idiomu operetki Casanova (1922), pucciniowska Beatrix Cenci (1926) według Słowackiego i utrzymany w nowocześniejszym gatunku „opery filmowej” Młyn diabelski (1930). Do ostatnich oryginalnych i ukończonych kompozycji Różyckiego zalicza się m.in. obraz symfoniczny Pietà. Na zgliszczach Warszawy (1940-1943).

W okresie powojennym kompozytor skoncentrował się przede wszystkim na rekonstruowaniu swoich zniszczonych podczas powstania warszawskiego, a niewydanych wcześniej, muzycznych manuskryptów. Jedną z ostatnich prac, jakie ukończył na zaledwie kilka dni przed swoją śmiercią (artysta zmarł nagle 1 stycznia 1953 roku w Katowicach), było odtworzenie partytury Meduzy, zachowanej w owym czasie jedynie dzięki wydanemu przed I wojną światową wyciągowi fortepianowemu. Sędziwy kompozytor tej tytanicznej (jak na jego ówcześnie już nadwątlone siły) pracy dokonał z myślą o przypadającym na 1952 rok jubileuszu 500. rocznicy urodzin Leonarda da Vinci. Niestety Różycki ze swym działaniem się nieco spóźnił, a po jego śmierci żaden z polskich teatrów powojennych o wystawienie tego bardzo interesującego dzieła już się nie pokusił. Podobnie, jak w przypadku Bolesława Śmiałego, któremu przysługuje miano pierwszej ważnej polskiej opery o tematyce historycznej, Meduza nadal czeka na swoje ponowne odkrycie sceniczne. Obie te kompozycje Ludomira Różyckiego z pewnością są tego warte.

Marcin Gmys