Teraz na antenie
undefined - undefined
Następnie
undefined - undefined
Teraz na antenie
undefined - undefined
Następnie
undefined - undefined
1 lutego 1881 r. w „Echu Muzycznym” Jan Kleczyński, krytyk muzyczny, pianista i kompozytor, napisał: „[…] przyjechał do Warszawy ów największy z żyjących, obok Liszta, mistrz fortepijanu. Przyjechał, uderzył w struny, i … zwyciężył! ujarzmił nas zupełnie”. Autor obszernej recenzji tak przywitał Antoniego Rubinsteina odwiedzającego Stolicę. Zarzucił mu wprawdzie zbyt szybkie tempa w Bachu i Beethovenie, dodając jednak: „Jemu wszystko wolno. Jego temperament namiętny i burzliwy, nie znosi pęt ani granic; i któż mu za złe weźmie, że je czasem przekroczy, skoro w niektórych chwilach, stanie się prawdziwie wielkim apostołem sztuki”. Taką chwilą okazało się wykonanie przez Rubinsteina Sonaty b-moll op. 35 Chopina, utworu rzadko wówczas grywanego, poczytywanego „za niepraktyczny, za dziwny”. Pod palcami wirtuoza zabrzmiał jasno, „prosto jak piosnka” – napisał Kleczyński, kończąc swą recenzję: „Po tym Szopenie, co się działo na sali, opisać niepodobna. Było to jakby zmartwychpowstanie ducha, tego drogiego nam zmarłego kompozytora”. (md)